Moje refleksje na temat prowadzenia lekcji online.

W Szkolnictwie Polonijnym pracuję bardzo długo, bo od roku 1989. Uczę języka polskiego w Polskiej Szkole w Los Angeles (Polska Macierz Szkolna). Przeważnie uczyłam w klasie IV, ale również w klasach V i VI.  Trzydzieści lat pracy, to długi czas i myślę, że śmiało mogę o sobie powiedzieć, że jestem doświadczoną nauczycielką w tej bardzo specyficznej szkole jaką jest sobotnia szkoła polonijna.

Rok szkolny 2019/2020 jest bardzo niezwykły i inny jak wszystkie dotychczasowe. Pandemia koronawirusa, która opanowała cały świat i mówiąc kolokwialnie przewróciła go do góry nogami, wymusiła na nas nauczycielach metodę uczenia zdalnego – online. Dla nas wszystkich uczących w różnego typu szkołach, a szczególnie w szkołach polonijnych, to zupełnie nowe doświadczenie dydaktyczne. Mam duży respekt dla nowoczesnych technologii i często korzystam z urządzeń elektronicznych jako pomocy podczas lekcji, natomiast nie przypuszczałam, że będzie to podstawą procesu nauczania, pracy w różnych dziedzinach życia i generalnie głównym żrodłem komunikacji między ludźmi. Kiedy zaproponowano mi prowadzenie lekcji przy pomocy aplikacji ZOOM, przyznam byłam sceptycznie nastawiona i trudno mi było sobie wyobrazić przebieg lekcji i realizację programu w ten sposób. Wiadomo, często elektronika zawodzi, brak zasięgu, przerwy w dostawie internetu i wreszcie (piszę o sobie) nie bardzo biegła wiedza i znajomość w korzystaniu z aplikacji i urządzeń. Było to dla mnie od początku duże wyzwanie, ale i ogromna odpowiedzialność, bo chodziło o to, by kontynuować rok szkolny i doprowadzić klasę do końca roku szkolnego. Byłam jednak pozytywnie nastawiona, bo wiedziałam, że nie jestem z tym sama, jako że wszystkie koleżanki nauczycielki łączył ten sam obowiązek. Poza tym wiedziałam, że mogę liczyć na pomoc uczniów, bo dla nich technologia nie stanowi żadnych tajemnic i poruszają się w niej bardzo swobodnie. Pierwsza lekcja była pewną niewiadomą, ale poszła bardzo dobrze.

Obecność 100%, co zresztą utrzymało się do końca. Rodzice w pobliżu kontrolowali zachowanie, bo wiadomo że dzieci w swoich domach czują się rozluźnione i czasem zapominają o tym, że to prawdziwa szkoła, lekcja i nauka. Dużą trudność stanowiło porozumiewanie się z uczniami. Moje polecenia dochodziły do uczniów z kilkusekundowym opóźnieniem, co było dość uciążliwe podczas, kiedy dzieci pojedynczo czytały, czy odpowiadały. Moje korekta dochodziła później, a w tym czasie już uczeń kontynuował czytanie lub odpowiedź, albo o coś pytał. Podczas lekcji uczniowie czasem próbowali używać możliwości czatowania ze sobą, ale na szczęście mogłam to zlikwidować jako prowadząca (host). Nauka trwała pełne 2 godziny od 10-12 bez przerwy. Zdecydowałam się na ciągłość lekcji (bez przerwy) nauczona doświadczeniem z pierwszych dwóch spotkań, kiedy to zgodziłam się na 10 minut i niestety ta przerwa wprowadziła tylko chaos i trudny powrót do koncentracji. Potwierdzili tę opinię również rodzice. Podczas nauki online m.inn. wprowadziłam dwa dyktanda i ustny test końcowy. Natychmiast po zakończeniu pisania dyktanda rodzice po sfotografowaniu przesyłali do mnie e-mailem. Nie było z tym żadnych problemów. Prace domowe przesyłałam i otrzymywałam zwrotnie rownież drogą mailową. W całym tym procesie uczenia naprawdę doceniam ogromne zaangażowanie rodziców. Bez ich wsparcia i pomocy nie byłoby to możliwe do zrealizowania. Niektóre lekcje miały trochę łatwiejszy może nawet rozrywkowy charakter np. malowanie pisanek przed Świętami Wielkanocnymi, czy też wykonywanie kartek na Dzień Matki. Na ostatniej lekcji odbył się finałowy test, którego wynik dał mi dużą satysfakcję z ich i mojej pracy, bo wynik ogólny był bardzo zadawalający.

Uczniowie byli przygotowani.

Reasumując: dzięki technologii doszliśmy szczęśliwie z dobrymi wynikami do końca roku szkolnego. Należy zaznaczyć, że ten typ nauczania zmuszał mnie do dużo większego przygotowywania się do każdego spotkania. Trzeba było zaplanować niemal każdą minutę lekcji. To zupełnie nowy system, przez brak fizycznego kontaktu z uczniem. Brak bezpośredniej żywej relacji nauczyciel – uczeń powoduje, że stworzyła się diametralnie inna jakość uczenia. Przyszłość pokaże i oceni, czy to gorsza, czy lepsza jakość. W mojej opinii nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu z naszymi uczniami – młodymi ludźmi. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że wrócimy do szkół do tradycyjnego uczenia a nowoczesna technologia zawsze będzie dla nas nauczycieli bezwzględnie nieocenioną pomocą.

 

Elżbieta Michałkiewicz

 

12.VI.2020